Nie testuj nic nowego

Pamiętam, jak na Hawajach w 2017 tuż przed startem wszyscy pod strojami pływackimi (swim skin) mieli pozwijane na biodrach stroje kolarskie. Jak zapytałem dlaczego, to dostałem odpowiedź: bo tak szybciej i mniejszy opór w wodzie. Błyskawiczna decyzja – miałem oba stroje w pełni na sobie – nie zmieniam. Zmienianie w ostatniej chwili, bo wszyscy „lepsi” tak mają, jest jednym z największych błędów. Poza stresem przedstartowym dochodzi strach przed tym, że oni mają, a ja nie mam. Olać to. Coś, co nie jest przećwiczone jest kolejnym niebezpieczeństwem, które cię czeka w debiucie. Inni mają wpięte buty, a ty nie – olej to. Widzisz bidony za siodełkiem – czemu nie kupić na expo i nie zamontować? Kup, ale zamontuj dopiero po zawodach. Niebezpieczeństwo, że coś ci nie wyjdzie, jest zbyt poważne.

 

Przećwicz wszystko

Nie można wszystkiego przewidzieć i zaplanować, ale można ograniczyć ryzyko potencjalnej wpadki. Dlatego przed zawodami powinieneś przećwiczyć WSZYSTKO. Wszystko? Dokładnie tak, wszystko. Pływanie w piance niemożliwe, bo woda w jeziorze zimna? Wskocz do basenu. Co z tego, że naleje ci się wody podczas nawrotów – nie rób nawrotów. Nie wiesz, jak poćwiczyć pływanie w nogach – umów się z kimś na trening basenowy albo czyhaj na szybszych od siebie.

Pełno jest w internecie filmików, jak ćwiczyć T1 i T2. Wystarczy poszukać jak się zachować i dzięki temu wyłączyć, to typowo polskie „jakoś to będzie”. Potrzebujesz warunków okołostartowych? Proszę bardzo! Leć na stadion, przebiegnij się z rowerem. Zobaczysz, jak łatwiej go prowadzić – za siodełko czy za kierownicę. Więcej? Przebiegnij 400 m w pałę, potem 100 m z rowerem i dopiero wtedy wsiadaj na niego albo zapinaj buty. Tartan jest miękki, więc krzywdy sobie nie zrobisz, a tętno będzie zbliżone do tego w T1. Podobnie z jedzeniem. Na zawodach powinieneś jeść to, co jadłeś na treningach. Nic nowego. I jeśli wpadłeś na genialny pomysł przyklejenia żelu do ramy w inny sposób niż na treningach – zastanowiłbym się. Im więcej rzeczy przećwiczysz, tym mniej cię zaskoczy.

 

Realizuj plan

Schodzisz z roweru i jest lepiej niż się spodziewałeś. Pierwsza myśl – można lecieć. Moja rada – nie, właśnie nie. Realizuj plan. Postanowiłeś biec po 5’/km. Biegnij właśnie po tyle. Sam nie masz pojęcia (w końcu to debiut), co czeka cię na 10 albo (jeśli to ½) na 15 km. Dlatego nie ma co się spieszyć. Jeśli trenowałeś zakładki z takim właśnie tempem biegu, to nie ma co szaleć, bo skąd nagle twoja forma ma wzrosnąć, przykładowo, o 30%. Podobnie na rowerze. Co z tego, że możesz być mijany tabunami. Niech jadą, jeśli tylko ty potrafisz się powstrzymać i utrzymywać swoje waty lub swój % HR MAX albo inny wskaźnik. Rób swoje – na tyle się wytrenowałeś.

 

Pierwszy start na zaliczenie

W mojej filozofii pierwszy start (debiut) jest na zaliczenie. Co to znaczy? Pamiętam swoje debiuty na ½ czy w Ironman. Moja taktyka była prosta. Popłynę tyle, ile na treningu; pojadę tyle, ile na treningu oraz pobiegnę tyle, ile na treningu. A, że jeszcze nigdy w życiu nie robiłem tego razem, to ile wyjdzie, tyle będzie.

 

Miej z tego radość

Nie robisz tego dla nikogo innego poza sobą. Wiem, fajnie jest wypaść jak najlepiej, jednak z punktu widzenia Mistrza Świata tenże świat ma w pompie czy byłeś 234 czy 243 😉 Przyjdzie czas, że będziesz ścigał się o to jedno miejsce więcej i o to jedno miejsce wyżej, ale to dopiero czeka cię w startach kolejnych. Poza tym, jak ktoś zaczyna z wysokiego C, to potem straaaasznie mu trudno poprawić wynik .

Powodzenia!

Marcin Konieczny, MKON

 

Źródło – http://triathlonlife.pl/mkon-piec-rad-dzieki-ktorym-debiut-bedzie-udany?fbclid=IwAR0Z9HEtrZ9mqrvE1ZuPUm0ur8k8C14VmWSFr-asSt2nbcSMW2_5BBcXw-4